poniedziałek, 20 grudnia 2010

Liczę

Pogoda trzyma ze mną i od rana pada i pada śnieg. Przykrywa ładnie nową powłoczką i tak już grubą warstwę śniegu. Do jutra rana ma napadać następne 20 cm. Prześlicznie to z okna wygląda. Oczywiście jeździć w takiej pogodzie to całkiem inna sprawa. W takiej burzy śniegowej jazda samochodem jest niesamowicie męcząca, nie mówiąc o tym że może trwać trzy razy dłużej niż przy normalnych warunkach. Wprawdzie ja nigdzie się nie wybieram, ale współczuję wszystkim, którzy muszą być na drodze. Dan pisze właśnie swój ostatni egzamin w tym semestrze. Trzymam za niego kciuki aby mu dobrze poszło. Ogłosił już, że po powrocie nie będzie robił nic innego tylko drinkował ;) A tak, należy mu się! W końcu będzie miał kilka dni dla siebie.

W środę Janna z pracy odwiedziła mnie i przyniosła mi trzy książki, jak również zupę z soczewicy (przepyszna). Bardzo miło było widzieć kogoś kogo widywałam do tej pory codziennie, no i oczywiście dowiedzieć się wszystkich "nowości". Wielka radość również z książki, która od tak długo już planowałam przeczytać, ale na którą nigdy nie miałam czasu. Książka Larssona Siega Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet jest fenomenalna. Ta książka wciąga mnie totalnie i nie potrafię jej odłożyć. Dlatego oddaje ją Danowi w czasie dnia tak abym mogła skupić się na pracy.
W weekend odwiedziła mnie Mary z Philem i Chris. Mary zrobiła dla Danielka juniora czapeczkę z włóczki kamuflażowej. Tak się uśmiałam i stwierdziłam, że jeszcze tatuś powinien mieć taką, aby mogli pozować razem do zdjęć. Chyba powinnam wysłać Dana po włóczkę i zacząć szydełkować, w końcu na brak czasu nie mogę się uskarżać.
Mary szydełkuje po kilkanaście z takich czapeczek w tygodniu i oddaje je wszystkie do szpitala dla przedwczesnych noworodków lub matek w potrzebie. Siedzieliśmy trochę przy stole w kuchni, ale po trochę dłużej niż pół godzinie byłam wyczerpana, więc przenieśliśmy "imprezę" do pokoju gościnnego gdzie mogłam wyciągnąć nogi. Nie mogę uwierzyć jak to miesięczne leżenie mnie już osłabiło. Mam nadzieję, że powrócę do normy w nieco szybszym biegu. Chris przyniosła mi tonę przeróżnych czasopism, więc zasypana teraz jestem materiałem do czytania.

A ja i tak liczę dni i cieszę się każdym rankiem kiedy się budzę i czuję naszego synka. Kolejna noc minęła w spokoju i nic się nie wydarzyło. Kolejny dzień, podczas którego nasz synek może rosnąć i rozwijać się w moim łonie. Dzisiaj mija 27 tydzień i 2 dni ciąży. 

27 tydzień ciąży - dziecko reaguje na światło. Jakbyś przyłożyła latarkę do swojego brzucha to dziecko na pewno obróciłoby się w stronę jaśniejszego punktu. Na główce ma już włoski, które jednak są słabe i w kilka tygodni po porodzie wypadną a na ich miejsce pojawią się mocniejsze. Chociaż narządy nadal doskonalą swoje funkcje to gdyby Twoje dziecko urodziło się teraz miałoby coraz większe szanse na przeżycie (w granicach 85 %). Pomimo tego, że dziecko może już otwierać oczy to jednak przez większość czasu są one zamknięte gdyż dziecko śpi 15 godzin na dobę. Zanika już meszek na skórze. Maluszek waży już 950 - 1000 gram i mierzy ok. 33 cm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz