piątek, 31 grudnia 2010

Happy New Year 2011

Szczęśliwego Nowego Roku 2011!!!
Aby ten nowy był pełen dobrych niespodzianek,
aby najskrytsze marzenia i plany się spełniały, 
a uśmiech nie schodził Wam z twarzy!

czwartek, 30 grudnia 2010

I następny tydzień

Dzisiaj podczas USG udało nam się zobaczyć twarz Danielka. Zaśmiałam się głośno, ponieważ zdecydowanie ma mamusi policzki. Wszystko nadal wygląda dobrze. Baby waży mniej więcej 1,5 kg i jest większy niż przeciętne baby na tym etapie rozwoju. Oczywiście nie spodziewam się kruszynki, ale żartuję że może poczekać z byciem koszykarzem aż będzie na zewnątrz. W końcu chyba każda mama prosi o małą główkę przed porodem. Poza tym strasznie się cieszę, że minął następny tydzień bez komplikacji. Od teraz pani doktór chce mnie widzieć w gabinecie co tydzień.
28 tydzień ciąży - zachodzą poważne zmiany w mózgu maluszka, który zaczyna intensywnie się fałdować. Dzięki czemu kształtuje się też pamięć. Warto więc właśnie teraz szczególnie słuchać muzyki poważnej lub relaksacyjnej, ponieważ po porodzie ta muzyka właśnie powinna uspokoić je. Nie słuchaj agresywnej i ostrej muzyki, ponieważ dzieci nie przepadają za takim typem muzyki. Na twarzy dziecka widać już brwi i rzęsy oraz włoski na głowie są coraz dłuższe. Poza tym dziecko staje "grubsze" dzięki temu, że tkanka podskórna wypełnia się tłuszczem. Dziecko wygląda jak mały szczupły człowieczek, który jest bardzo ruchliwy szczególnie po Twoim posiłku, gdy wzrośnie poziom glukozy (po posiłku i kiedy tylko położę głowę na poduszce). Od teraz długość dziecka mierzy się od czubka głowy do pięt i Twoje dziecko w tym tygodniu mierzy mniej więcej 35 cm i waży ok. 1100 gramów.
Ten ostatni trymestr chociaż jest ostatni to niestety jest dość uciążliwy. Ponieważ nęka cię szereg dolegliwości związanych z Twoja ciążą są to m.in. : zaparcia, zgaga, ucisk na narządy wewnętrzne, bóle kręgosłupa, problemy z oddychaniem, skurcze łydek oraz hemoroidy i żylaki. Do tego wszystkiego Twój brzuch robi się coraz cięższy i większy (oj tak robi się, robi się). Prawdopodobnie przytyłaś już ok. 10 kg. (dokładnie!) Wato zastanowić się nad imieniem dla dziecka oraz na rozpoczęciem kompletowania wyprawki i przygotowaniem domu do przyjęcia nowego lokatora (tak bardzo bym chciała, ale pani doktór nadal każe leżeć). Możesz też coraz częściej odczuwać skurcze przepowiadające, które są coraz mocniejsze - nie martw się nimi one przygotowują Cię do porodu.

Tekst pobrany z http://www.medserwis.pl/?p=4097,895,10

piątek, 24 grudnia 2010

Merry Christmas



Szczęśliwych, kojących, 
wartych pamięci,
przeżytych w zgodzie ze światem
i z sobą samym, 
pełnych życia i miłości 
Świąt Bożego Narodzenia.
Chociaż nie ma nas tam przy Was,
to myślami jesteśmy z Wami.
Pomyślcie o nas kiedy 
będziecie dzielić się opłatkiem. 
Kochamy Was!

Magda, Dan & baby

czwartek, 23 grudnia 2010

Gwiazdka inaczej

Boże Narodzenie to jedno z moich ulubionych świąt. Plany  na ten  rok były nieco inne. Dan zrobił mi wielką niespodziankę i kupił  nam bilety kilka tygodni temu abyśmy mogli spędzać święta z naszą rodziną w Niemczech. Urlop był  już zarezerwowany. Mieliśmy spędzać święta z tatą, Krysią, Moniką i dziećmi, no i oczywiście odwiedzić resztę rodziny i przyjaciół. Niestety, nie to nam było pisane w tym roku... być może w następnym.
Choinka i inne drobiazgi świątecznej natury stoją u nas już od miesiąca. Susie, moja teściowa, była tak miła i wyciągnęła wszystko ze schowków kiedy odwiedziła na miesiąc temu. Pięknie przystroiła choinkę i powystawiała dekorację, która  zakumulowała się przez te kilka lat w dwóch kartonach. Bardzo jej jestem wdzięczna, bo bez choinki trochę ciężko zajść w świąteczny nastrój. 
Zabraknie jednak opłatka, bigosu, barszczu, sałatki warzywnej  i pierogów. W tym roku nasi przyjaciele zamówili nam jedzenie, które dostarczą nam ze sklepu jutro w południe. Będziemy mieli indyka, kartofle z sosem i ciasto z dyni - tradycyjny Bożonarodzeniowy posiłek amerykański. Te święta spędzimy z moją przyjaciółką Chris, która tak w ostatniej chwili wyszło, spędzałaby święta sama z jej trzema psami i kotem. Pojedziemy jutro do Chris i tam będę oblegała jej kanapę. Wieczór będzie spokojny i pewnie większość spędzimy rozmawiając, a następnie oglądając jakiś film. Założę się, że uda mi się przekupić Mię, Chris wielkiego rottweilera, aby poprzytulała się do mnie na kanapie. Na pewno będzie miło i przyjemnie. A w następnym roku mam nadzieję, że będzie nieco bardziej tradycyjnie.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Liczę

Pogoda trzyma ze mną i od rana pada i pada śnieg. Przykrywa ładnie nową powłoczką i tak już grubą warstwę śniegu. Do jutra rana ma napadać następne 20 cm. Prześlicznie to z okna wygląda. Oczywiście jeździć w takiej pogodzie to całkiem inna sprawa. W takiej burzy śniegowej jazda samochodem jest niesamowicie męcząca, nie mówiąc o tym że może trwać trzy razy dłużej niż przy normalnych warunkach. Wprawdzie ja nigdzie się nie wybieram, ale współczuję wszystkim, którzy muszą być na drodze. Dan pisze właśnie swój ostatni egzamin w tym semestrze. Trzymam za niego kciuki aby mu dobrze poszło. Ogłosił już, że po powrocie nie będzie robił nic innego tylko drinkował ;) A tak, należy mu się! W końcu będzie miał kilka dni dla siebie.

W środę Janna z pracy odwiedziła mnie i przyniosła mi trzy książki, jak również zupę z soczewicy (przepyszna). Bardzo miło było widzieć kogoś kogo widywałam do tej pory codziennie, no i oczywiście dowiedzieć się wszystkich "nowości". Wielka radość również z książki, która od tak długo już planowałam przeczytać, ale na którą nigdy nie miałam czasu. Książka Larssona Siega Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet jest fenomenalna. Ta książka wciąga mnie totalnie i nie potrafię jej odłożyć. Dlatego oddaje ją Danowi w czasie dnia tak abym mogła skupić się na pracy.
W weekend odwiedziła mnie Mary z Philem i Chris. Mary zrobiła dla Danielka juniora czapeczkę z włóczki kamuflażowej. Tak się uśmiałam i stwierdziłam, że jeszcze tatuś powinien mieć taką, aby mogli pozować razem do zdjęć. Chyba powinnam wysłać Dana po włóczkę i zacząć szydełkować, w końcu na brak czasu nie mogę się uskarżać.
Mary szydełkuje po kilkanaście z takich czapeczek w tygodniu i oddaje je wszystkie do szpitala dla przedwczesnych noworodków lub matek w potrzebie. Siedzieliśmy trochę przy stole w kuchni, ale po trochę dłużej niż pół godzinie byłam wyczerpana, więc przenieśliśmy "imprezę" do pokoju gościnnego gdzie mogłam wyciągnąć nogi. Nie mogę uwierzyć jak to miesięczne leżenie mnie już osłabiło. Mam nadzieję, że powrócę do normy w nieco szybszym biegu. Chris przyniosła mi tonę przeróżnych czasopism, więc zasypana teraz jestem materiałem do czytania.

A ja i tak liczę dni i cieszę się każdym rankiem kiedy się budzę i czuję naszego synka. Kolejna noc minęła w spokoju i nic się nie wydarzyło. Kolejny dzień, podczas którego nasz synek może rosnąć i rozwijać się w moim łonie. Dzisiaj mija 27 tydzień i 2 dni ciąży. 

27 tydzień ciąży - dziecko reaguje na światło. Jakbyś przyłożyła latarkę do swojego brzucha to dziecko na pewno obróciłoby się w stronę jaśniejszego punktu. Na główce ma już włoski, które jednak są słabe i w kilka tygodni po porodzie wypadną a na ich miejsce pojawią się mocniejsze. Chociaż narządy nadal doskonalą swoje funkcje to gdyby Twoje dziecko urodziło się teraz miałoby coraz większe szanse na przeżycie (w granicach 85 %). Pomimo tego, że dziecko może już otwierać oczy to jednak przez większość czasu są one zamknięte gdyż dziecko śpi 15 godzin na dobę. Zanika już meszek na skórze. Maluszek waży już 950 - 1000 gram i mierzy ok. 33 cm.

wtorek, 14 grudnia 2010

Dzień za dniem

Dzisiaj ponownie mieliśmy USG, pobrali mi krew na badanie cukrzycy, podłączyli i sprawdzali czy nie mam skurczy, dali szczepionkę na grypę. Bardzo się cieszę bo wszystko dobrze wygląda, a szwy trzymają i szyjka jest stabilna. Oczywiście lekarz ponownie powtarza, że jeszcze za wcześnie żeby się cieszyć, ale jak tu się nie cieszyć kiedy wszystko na razie jest dobrze. Nadal leżę i wstaję tylko kiedy muszę, ale humor mi się poprawił ogromnie. Tylko pani lekarz ostrzega żeby z jedzeniem uważać, bo w dwa tygodnie 2,5 kg przytyłam ... a ma być 0,5 kg na tydzień. Łatwo powiedzieć jak ja tylko jem i jak wieloryb cały dzień leżakuję.
Ale serce mi skacze kiedy widzę naszego synka na USG. Dzisiaj był wyjątkowo żywotny i kręcił piruety kiedy go obserwowaliśmy. Wypiął nam się tak ładnie, że już nie ma żadnych wątpliwości co do płci. Pokazał nam całą swoją "męskość" od dołu od woreczka aż do końca czubka.

Po południu przyjechała Kim, jedna z moich menadżerów i przywiozła mi akta i papiery do projektów nad którymi mogę pracować tutaj w domu. Taka jestem im wdzięczna, że nadal mogę pracować. Dni i tak się niemiłosiernie ciągną, ale pewnie byłoby jeszcze gorzej gdybym nie miała żadnego zajęcia. Przynajmniej tak zostaję przy zmysłach i mam codzienną rutynę.
A tutaj rozwój dzidziola w 26-tym tygodniu.
Mama: Jak najwięcej odpoczywaj - ciężar, który nosisz jest coraz większy (a no jest jest). Na tym etapie ciąża może być bardzo męcząca. Nie oznacza to jednak, że powinnaś zrezygnować z ruchu. Spacery, spacery i jeszcze raz spacery - tego Ci teraz potrzeba (tak, tak chciałoby się trochę poruszać...)
Tata: Przy odrobinie szczęścia, przykładając ucho do brzucha Twojej partnerki, możesz usłyszeć bicie serca dziecka. To chyba jedyna rzecz, która jest dostępna tylko dla Ciebie (wypróbowaliśmy ale zamiast bicia serca Dan słyszy i czuje kopanie.)
Dziecko: Przez następne 4 tygodnie dzieciątko będzie zajęte głównie przybieraniem na wadze, ponieważ musi zmagazynować tłuszczyk, który będzie mu potrzebny poza ciepłym środowiskiem matczynego brzucha. Z każdym dniem rośnie także ilość produkowanego surfaktantu, a co za tym idzie - zwiększa się szansa na przeżycie gdyby nastąpił przedwczesny poród. Dziecko coraz sprawniej "wdycha" i "wydycha" wody płodowe. Kręgosłup Twojego maleństwa jest coraz mocniejszy i coraz lepiej radzi sobie z podtrzymywaniem głowy. Nieustanny rozwój mózgu poprawia umiejętność odbierania bodźców dotykowych - właśnie ten zmysł będzie miał najważniejszy wpływ na poznawanie świata przez Twojego dzidziola zaraz po jego narodzinach.

tekst pobrany ze strony http://www.dzidziol.pl/ciaza/ 

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Odwiedziny

Dan cały dzień chodził podrażniony. Nic dziwnego, właśnie ma kolejny wielki egzamin.  Trzymam za niego kciuki. Mam nadzieję, że dobrze mu idzie bo długo i z zawzięciem się uczył. Jeszcze egzamin w czwartek, następny w poniedziałek, no i w końcu po semestrze. Cieszę się, że będziemy mieli dwa tygodnie dla siebie. Chociaż w sumie i tak całe dnie jesteśmy razem w domu. Dan się uczy, a ja pracuję większość dnia na leżąco lub pół siedząco na naszej kanapie.
Dzisiaj po pracy Julie i Jessica z pracy przyjechały mnie odwiedzić. Julie jest po prostu naszą mamą, tak też ją nazywamy. Dba i martwi się o dziewczyny z naszego "kąta" w biurze. Zawsze ma dla nas ucho i dobrą, serdeczną poradę. Powiedziałam Julie że jestem w ciąży na początku ciąży. A co Julie na to? Następnego dnia sprezentowała mi książkę o tym co powinnam oczekiwać kiedy jestem oczekująca i książkę pamiętnik aby dokumentować przebieg ciąży.
Dzisiaj przyjechała z Jessicą, zamówiła nam pizzę, przywiozła zamrożone przygotowane obiady dla mnie i Dana, i na dodatek całą siatkę książek. Po prostu Anioł! Tak strasznie się cieszę, że jestem otoczona wspaniałymi ludźmi.

niedziela, 12 grudnia 2010

Zasypało nas na biało

Napadało śniegu, że aż strach. Wczoraj przez cały dzień padał śnieg i wiał bardzo silny wiatr. Z powodu śniegowej burzy lotnisko w Minneapolis było częściowo zamknięte. Otwierali jeden pas startowy na 30 minut i zamykali na 20 aby go odśnieżyć. Poza tym autobusy przestały jeździć a większość sklepów zamykała wcześniej, co tutaj w USA w sezonie gwiazdkowym jest niespotykanym zjawiskiem. Przez radio jak również w telewizji proszono mieszkańców aby zostawali w domu. Chaos totalny na drogach,  ponieważ wiele samochodów utykało w śniegu i blokowało drogę,  tak że odśnieżające samochody nie były w stanie przejechać. Spadło ponad pół metra śniegu a temperatura spadła dzisiaj do -16 C.
Całkiem szczerze mówiąc to z okna śnieżna kraina bardzo pięknie wygląda. Cały dzień leżę i nie mogę nigdzie wychodzić, więc ta straszna pogoda nie taka straszna dla mnie. Dan się również na ten wielki śnieg cieszył, ponieważ mógł w końcu wypróbować swoją najnowszą zabawkę... spalinową odśnieżarkę. Teraz odśnieżanie  idzie jak spłatka. Manualnie z łopatą do odśnieżania to wprawdzie muskuły się trenują, ale później krzyż niemiłosiernie boli, no  i trwa to parę godzin.

piątek, 10 grudnia 2010

Zmiany

Co tydzień dostaję e-maile, które mnie informują o tym jak baby się zmienia i rośnie. Według statystycznych obliczeń Danielek jest gdzieś mniej więcej wielkości bakłażana i ma długość pomiędzy 34,5 cm a 37,5 cm. Uwielbiam dostawać te maile i dowiadywać się co się w tym tygodniu działo lub dziać będzie. A tu co nieco z 25-tego tygodnia.
"Mama: Płód może zacząć bardzo uciskać Twoje żebra i układ pokarmowy. Rozszerzająca się macica może wywoływać bóle bo bokach brzucha (a tak, tak, wywołuje.)

Tata: Twoje dziecko słyszy coraz lepiej i wyraźniej - możesz zacząć puszczać muzykę, którą zapamięta i przy której będzie się następnie uspokajało już po porodzie.

Twoje dziecko wygląda teraz jak bardzo szczupły noworodek. Ma już ustalony pewien rytm snu i czuwania - najczęściej budzi się, kiedy matka zasypia (tak właśnie.) Dzidziol coraz lepiej reaguje na bodźce z zewnątrz - głośna muzyka może go przestraszyć, a niektóre dźwięki skłaniają go do kopania i wiercenia się. Postępuje rozwój płuc, polegający teraz głównie na szybkim rozwijaniu się nowych naczyń krwionośnych. W tym tygodniu zaczynają się także otwierać nozdrza."

A tutaj moje ulubione zdjęcie profilu Danielka zrobione w 22 tygodniu.

środa, 8 grudnia 2010

Czas

Czas nabiera dla mnie całkowicie innego znaczenia. Nie mogę się doczekać i chcę, żeby mijał jak najszybciej, ale za to on oczywiście nigdzie się nie spieszy. Dni wloką się ślamazarnie przed siebie.
Liczę i dni i tygodnie. Dzisiaj mija 25 tygodni i 4 dni odkąd jestem w ciąży. 
Test zrobiłam w domu w niedzielę 13 lipca. Bardzo długo próbowaliśmy zajść w ciążę i kiedy w końcu test był pozytywny nasza radość nie miała końca. Byłam nieco zszokowana, kiedy zadzwoniłam do ginekologa i chciałam zrobić termin a pani do mnie, że nie, termin dopiero po 12 tygodniach. Po 12 tygodniach?!?! Recepcjonistka mi wówczas wytłumaczyła, że testy domowe są tak akuratne,  że na pewno jestem w ciąży, ale lekarz nic na razie dla mnie zrobić nie może. Poza tym, dorzuciła, że zawsze istnieje szansa na poronienie do 12-tego tygodnia, więc termin będzie po 12 tygodniach.
Znalazłam się jednak w gabinecie w piątym tygodniu ponieważ miałam lekkie plamienie i minimalne krwawienie. W szóstym  tygodniu USG wykazało, że wszystko jest w porządku, ale lekarza i tak zmieniłam bo mi powiedział, że nie mam się tak cieszyć bo i nadal mogę poronić. Rozumiem że lekarze muszą być szczerzy i mówić nam o ryzykach, ale wszystko zależy od tonu i w jaki sposób komunikują to co muszą.
Od tego czasu wszystko przebiegało wspaniale. Wprawdzie przez drugi i trzeci miesiące ciągle byłam śpiąca, ale przez cały czas nie miałam ani mdłości ani wymiotów. Nadal jeździłam na rowerze i uprawiałam gimnastykę. Oczywiście wszystko do granic i bez poprzedniej intensywności, ale czułam się wspaniale. 
W pierwsze trzy miesiące przytyłam trzy kilogramy więc w pracy nikt się nie domyślał. Ogłosiłam w pracy mniej lub więcej oficjalnie, że jestem w ciąży po 20-tu tygodniach. 
Do tego czasu byłam przekonana, że będzie dziewczynka. Zaczęłam już kupować różowe rzeczy. Nie, nie ciuszki, ale takie siedzonko-huśtawkę i małą pościel. Na USG w 20-tym tygogniu pani nas się zapytała czy chcemy wiedzieć płeć, my oczywiście chcieliśmy. Przez pierwsze 15 minut wyglądało na to, że nici z tego, bo baby się tak zawinęło, że nie sposób było powiedzieć. Pani sprawdzała na komputerze czy ma wszystkie pomiary i stwierdziła, że coś musi powtórzyć. Kiedy ponownie namierzyła baby ucieszyliśmy się wszyscy, bo się odwrócił. A tak, pani oświadczyła, że będzie chłopczyk. Zapytałam trzy razy, czy aby na pewno?! Pani na to, że widzi to co widzi i że to chłopak. Nie mieliśmy imienia dla chłopczyka, ale moja przyjaciółka Chris od razu ochrzciła go Lenny Kravitz na tak długo aż znajdziemy imię.
Po tym USG zadzwoniła do mnie lekarz i powiedziała, że chciałaby abym miała jeszcze jedno USG ale bardziej dokładne. Zaniepokoiłam się, ale lekarz mi wytłumaczyła, że pomiary mojego płynu owodniowego wprawdzie są normalne, ale pomimo to jest go trochę mało.
Następny termin na USG dostałam na 22 listopada w szpitalu, 22 tydzień ciąży. Termin zrobiłam w czasie przerwy obiadowej, tak żeby wymknąć się z pracy i wrócić za godzinę. Podczas USG jeszcze raz wszystkie pomiary baby zostały pobrane i wszystko wyglądało wspaniale, aż do tego momentu kiedy pani wyrwało się nerwowe: "O oooo". Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam płakać. Pani pobiegła po lekarza. Lekarz zdiagnozowała niewydolność szyjki macicy. Moja szyjka zaczęła się skracać i zamiast 2-3 cm miała jedynie 8 mm. Na miejscu zostałam skierowana do innego szpitala na operację opierścienienia szyjki macicy, czyli założenie szwów na szyjkę macicy. Płakałam i byłam w panice. Tak strasznie byłam wdzięczna Danowi, że był tam ze mną. W innym szpitalu już na mnie czekali. Miałam mieć zabieg o 20:00 lub 21:00, ale po tym jak pielęgniarki podłączyły mnie pod maszyny lekarze stwierdzili, że nie mam skurczy i poczekają z zabiegiem do rana. Do tej pory nie miałam pojęcia co to wszystko znaczy i oczywiście kompletnie nic nie wiedziałam o niewydolności szyjki macicy.
Teraz po fakcie wiem, że miałam wielkie szczęście. Inne kobiety tracą dwie lub trzy ciąże zanim lekarze mogą wydać diagnozę. Lekarz, która przeprowadziła zabieg powiedziała nam, że miałam rozwarcie na centymetr. Gdyby nie ten zabieg to straciłabym dzidziusia. 
Zabieg przebiegł bez komplikacji. Największym niebezpieczeństwem zaraz po zabiegu jest infekcja lub poburzenie macicy i przedwczesny poród. Tydzień temu byłam na pierwszych badaniach odkąd wyszłam ze szpitala i jak na razie wszystko jest w porządku. Niestety po zabiegu lekarze zapisali leżenie. Muszę teraz leżeć aż do porodu, a wstawać wolno mi tylko do toalety i do posiłków.
Muszę się dostosować, bo jak to pani doktór wytłumaczyła należę teraz do grupy ciąży wysokiego ryzyka. Lekarze nie są w stanie zagwarantować, że szwy będą trzymać a szyjka ponownie nie zacznie się skracać.
Myślę jednak pozytywnie i modlę się aby baby się nie niecierpliwiło. Nawet jeśli mi się spieszy to dzidziuś niech sobie pływa i rośnie, bo nie czas jeszcze na niego... nie czas.