poniedziałek, 31 stycznia 2011

Imię

Kochany synku, być może kiedyś będziesz chciał wiedzieć jak i kto zadecydował o twoim imieniu, więc tutaj mała notka na ten temat.

Do dwudziestego tygodnia nazywałeś się Brigitte Helena, ponieważ mama była na sto procent pewna, że będziesz dziewczynką. Nie wiem dlaczego, ale miałam takie przeczucie od kiedy wiedziałam, że jestem w ciąży. Kiedy byłym w 16 tygodniu kupiłam dla ciebie małą huśtawkę-krzesełko w różowo-białym kolorze, różowe torby na pieluszki i butelki, jak również różową pościel do łóżeczka. Poza tym śmiałam się żartując, że twój tatuś potrzebuje miłości i jeszcze jednej kobiety, która go będzie bezgranicznie kochała. Na co tatuś stwierdzał, że za dziesięć lat to pewnie tylko jego córka będzie jedyną kobietą, która go będzie kochała.

Pewnie możesz sobie wyobrazić jak bardzo byłam zaskoczona kiedy podczas USG w 20-tym tygodniu usłyszałam, że będziesz chłopczykiem. Pytałam trzy razy, czy aby na pewno, a pani, która robiła mi USG była lekko poddenerwowana, że podważam jej autorytet i ekspertyzę. Twój tatuś się tylko uśmiechał i pewnie w duchu lekko ze mnie podśmiewał, że pospieszyłam się z zakupem pewnych rzeczy.

Bez znaczenia jest jednak jakiej jesteś płci, bo tak długo na Ciebie czekaliśmy i tylko chcemy abyś był zdrowy i silny. Tatuś stwierdził, że być może Pan Bóg zadecydował, że to ja potrzebuję więcej męskiej miłości, niż on kobiecej. Wracając jednak do twojego imienia, ciocia Christine nazwała cię od razu Lenny Kravitz stwierdzając, że będziesz gwiazdą rocka. Do tej pory ciocia i wszystkie przyjaciółki z pracy czasami nazywają cię Lenny. Podoba mi się imię Lenny, ale bardziej podobały mi się inne, takie jak Maximilian, Henryk, William, Robert, czy też Maxwell. Niestety, twojemu tatusiowi żadne z tych imion się nie podobało. Miałam jeszcze inne pomysły, ale każe z nich twój tatuś z kręceniem nosa odrzucał. Stwierdziłam więc, że nie może tyko odrzucać, ale musi coś zaproponować. Zaproponował więc Joshua. Podoba mi się to imię, ale jakoś mi nie pasowało do Ciebie. Myślałam więc i przeglądałam tysiące różnych stron internetowych z imionami dla dzieci. Po jakimś czasie pomyślałam, że chciałabym abyś miał imię, które będzie "funkcjonować" w różnych kulturach, ale przede wszystkim będzie takie same w Polsce, w Niemczech i tutaj w USA. Chciałam również aby twoje imię miało dla nas znaczenie, i wówczas już wiedziałam, że będziesz Danielem Siegfriedem, za twoim tatą i dziadkiem z mamy strony. Twój tatuś był bardzo wzruszony i zapytał kilka razy, czy jestem pewna, ale ja już byłam. Poza tym podoba mi się historia i znaczenie twojego imienia

DANIEL

Pochodzenie: Pochodzenie: hebrajskie
Znaczenie imienia: Bóg jest moim sędzią
Liczba dla imienia: 1
Znak zodiaku: Lew
Planeta: Słońce
Imieniny obchodzi:
11 Czerwca, 21 Lipca, 10 Października, 10 Grudnia, 11 Grudnia

Imię Daniel, po hebrajsku "daniyal", znaczy: Bóg jest moim sędzią. W Biblii opisane są przygody proroka Daniela, który przebywał na dworze dwóch królów Babilonu: Nabuchodonozora i Baltazara. Władcy ci cenili go za to, że umiał odczytywać sny i inne boskie znaki; ale i karali go okrutnie, gdy Daniel, prawowierny Żyd, przestrzegał nie królewskich rozkazów, lecz przykazań swej religii. Dzięki opiece Jahwe i Jego aniołów Daniel przetrwał bez szkody na zdrowiu, gdy królewscy oprawcy wrzucili go raz do pieca, drugi raz do jaskini pełnej lwów. On też zrozumiał, co znaczą słowa "mane, tekel, fares" - zapowiedź upadku pysznego Babilonu.

W samym imieniu Daniel, a także w historii biblijnego proroka, zawarte jest bardzo wyraziste przesłanie. Daniel to ktoś, kto bez wahania stawia się przed osądem Najwyższego, a więc zarówno wysoko ceni samego siebie, jak i nie widzi wśród ludzi zbyt wielu takich, którzy by mu dorównywali. Daniel to imię jakby specjalnie wynalezione dla jednostek niepospolitych i wyjątkowo uzdolnionych.

Prorok Daniel nie lęka się ognia i lwów. Źródłem ognia na ziemi jest Słońce, a znakiem zodiaku, którym opiekuje się Słońce, jest znak Lwa. Ani lwy, ani ogień nie czynią krzywdy Danielowi, gdyż poznają w nim "swojego człowieka", pełnego mocy człowieka ze znaku Lwa. Liczbą imienia Daniel jest jedynka, liczba założycieli, pionierów - tych, którzy wyznaczają cele swoim następcom i potomkom. Danielowie do dziś są upartymi indywidualistami. Robią swoje nie oglądając się na innych. Nie lubią, kiedy porównuje się ich z chłopcami z tej samej klasy czy, w późniejszym wieku, z kolegami z pracy. Z natury Daniel uważa się za kogoś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju. Jak wszystkie jedynki ma swój własny pomysł na życie. Daniela nie można "urobić". Chłopcy noszący to imię są trudnym zadaniem dla pedagogów! Imię, które znaczy "tylko jeden Bóg będzie mnie sądził" znaczy przecież także: "nikt nie będzie się wtrącał w moje sprawy"! Dlatego Danielowie starają się tak urządzić w życiu, aby być kimś niezastąpionym, aby być poza konkurencją. Często zajmują się zawodowo jakąś rzadką specjalnością, w której osiągają mistrzostwo. Warto pamiętać, że pewien Daniel założył państwo, które przez wieki rozrosło się w światowe imperium. Imię Daniel nosił bowiem pierwszy władca... Moskwy!

Jak już powiedzieliśmy, imię to najsilniej kojarzy się z ognistym znakiem Lwa. Równie odpowiednie jest dla śmiałych Strzelców i niezależnych duchem Wodników. Dobrze też zgadza się z charakterem marsowych znaków, Skorpiona i Barana, chociaż... Daniel z tych znaków może się okazać oryginałem o trudnym charakterze. Koziorożcom, Rybom i Bliźniętom imię to pozwoli być bardziej twórczymi i ciekawymi świata. Z pozostałymi znakami: Bykiem, Rakiem, Panną i Wagą, imię Daniel współdziała nieco gorzej.

czwartek, 27 stycznia 2011

Dreszczyk

Kiedy widzę naszego synka na monitorze przebiega  przeze mnie dreszczyk radości. Wczoraj byliśmy na USG i widzieliśmy, że jest już ułożony główką w dół. Mały waży mniej więcej 2,3 kg. Poza tym ćwiczy oddychanie wdychając i wydychając płyn owodniowy. Wytykał nam wdzięcznie języczek i ssał własną piąstkę. Niesamowita jest technika, widzieliśmy nawet jego włoski, czy może precyzyjniej meszek na tyle główki. 
Ponownie maszyna pokazywała skurcze, których nie czułam. Trochę się już mniej przejmuję, bo chociaż technika jest z pewnością wspaniała, ale dużo zostawia do interpretacji. Termin był bezstresowy, wszystko wygląda nadal dobrze, więc wykorzystaliśmy z Danem okazję i skoro już byłam poza domem to wybraliśmy się na śniadanie do resturacji. Rozmawialiśmy ponownie o porodzie i jak każdy z nas sobie go wyobraża. Najchętniej urodziłabym Danielka w domu w wodzie. Niestety takich opcji nie ma w ogóle w żadnym szpitalu. Dan obawia się i chce żebyśmy koniecznie byli w szpitalu. Nie dziwię się mu po tym jak przeżył wszystko kiedy dostałam diagnozę niewydolności szyjki macicy. Pani doktór jednak powiedziała, że w momencie kiedy szwy zejdą, wszystkie restrykcje zostaną zniesione i przestanę być kwalifikowana do grupy ciąży z wysokim zagrożeniem. 
Zadecydowaliśmy, że poszukamy kogoś, a dokładniej pani, (tutaj ta pomoc nazywana jest doula) kto będzie z nami podczas całego porodu. Poza tym przyjdzie do nas przed porodem aby omówić nasze życzenia, obawy i zrobić z nami plan porodu, oczywiście uwzględniając wszystkie scenariusze. Przyjdzie również do nas po porodzie aby omówić poród, zobaczyć czy karmienie odbywa się bez komplikacji i czy potrzebujemy jakiejkolwiek pomocy. W następnym tygodniu spotykam się z trzema paniami i jestem przekonana, że znajdziemy kogoś odpowiedniego.
Wczoraj Dan pojechał do pracy i wróci dopiero w niedzielę. Chris przyjechała wczoraj do mnie po pracy i spała tutaj. Dzisiaj przyjechała Susy, moja teściowa. Przywiozła ze sobą rzeczy do szydełkowania i będzie mnie uczyć. Na dodatek przywiozła przepiękną kołderkę dla Danielka, którą sama uszyła. Jest naprawdę przepiękna, z flanelką na jednej stronie i podszyta podobnym do kocyka materiałem na drugiej.

sobota, 22 stycznia 2011

Pomaluśku zbliżamy się do mety

Tak strasznie się cieszę, że dzisiaj mija 32 tydzień ciąży. Ostatnie dwa tygodnie przeleciały jak z bata strzelił. Nie dowierzam, że przeleżałam już prawie 10 tygodni. Pierwsze dwa tygodnie po zabiegu były prawdziwym koszmarem, ale powoli się uspokajam. Każdy kolejny dzień, każdy kolejny tydzień to jak mały cud i znak od Boga, że wszystko będzie dobrze. Za każdym dodatkowym dniem statystyki są coraz bardziej pozytywne. Oczywiście nadal mam nadzieję, że uda nam się doczekać porodu w terminie, lub chociaż donosić ciążę do 37 tygodni. Moja pani doktór jest również nieco bardziej pozytywna i pozwoliła mi być bardziej aktywną. Bardziej aktywną w tym wypadku znaczy, że mogę zacząć częściej wstawać i chodzić po domu. Jeżeli wszystko będzie nadal wyglądać dobrze za tydzień to będę mogła nawet wyjść z domu dwa razy w tygodni na godzinę. Po tym jak przez tyle tygodni moje jedyne wypady z domu to były wizyty u lekarza, po prostu szaleję z radości. Niestety to leżenie tak mnie osłabiło, że nie mogę być dłużej niż godzinę na nogach.  Po prostu padam i muszę odpocząć. Wydaje mi się, że moje muskuły zamieniły się w papkę.  Na dodatek te wszystkie ostatnio dobrane kilogramy też nie pomagają mi we wdzięcznym ruszaniu się ;) Cieszę się, że w końcu będę mogła poprać rzeczy dla baby, no i trochę bardziej przygotować się na jego przybycie.
W środę pani doktór zbadała mnie dokładniej, ponieważ maszyna pokazywała, że mam skurcze, ale ja ich w ogóle nie czułam. Czasami mam skurcze Braxtona Hicksa, ale te czuję. Strasznie się niepokoiłam, bo przecież również nic nie czułam kiedy problemy z szyjką macicy się zaczęły. Pani doktór mnie uspokoiła i stwierdziła, że tym razem z pewnością będę czuła jeżeli zacznie się poród, a maszyny czasami nie są tak dokładne.
W tą środę mamy USG aby zmierzyć Danielka i zobaczyć jak się ułożył. Mam nadzieję,że leży już ładnie główką w dół. Kopie i szturcha mnie w tak różnych miejscach i z taką namiętnością, że ciężko mi powiedzieć jak jest ułożony. 
A tymczasem życie poza domem toczy się dalej. Wczoraj Johan przyjechał ugotować nam swoją pożegnalną kolację. Przyjechali również Amy z Beką i Don. Wszyscy razem trenowaliśmy i braliśmy udział w dwudniowym maratonie rowerowym z Duluth do Minneapolis. Johan za tydzień odlatuje już na stałe do domu, czyli Holandii. Brakować mi go będzie strasznie, bo jest on zazwyczaj duszą towarzystwa no i wspaniałym organizatorem. To właśnie dzięki Johanowi i jego nieskończonej fascynacji jeżeli chodzi o gadżety zawsze mieliśmy pierwszorzędnie zaplanowane trasy treningowe i nigdy się nie zgubiliśmy. Po tym jak Rose odleciała do Brazylii, a teraz Johana zabraknie, to biuro pracy do którego powrócę nigdy już nie będzie takie same. C'est la vi!
A tutaj jeszcze rozwój dzidziusia w 32 tygodniu:
Wzloty i upadki. Twój akrobata może właśnie stać na swojej głowie: większość dzieci ustawia się w pozycji głową w dół lub wierzchołkowo około tego tygodnia. Idealnie, pozostanie w niej aż do porodu. Ale pamiętaj, Twój maluch ma swój własny rozum - może zdecydować się zmienić pozycję kilka razy zanim się urodzi. Możesz czuć jak rozpycha się zmieniając położenie, szczególnie jeśli robi to w tak zaawansowanej ciąży.  
Staje się pełniutkie. Ilość płynu owodniowego w Twojej macicy to teraz około półtora litra - co czyni całkiem łatwym dla Twojego dziecka kręcenie się i zmienianie pozycji. W ciągu kolejnych ośmiu tygodni ilość płynu będzie się zmniejszać wraz z tym, jak dziecko będzie przybierać na wadze.
Wymiary. Twoje dziecko waży pomiędzy 1,5 a 2 kg i mierzy rozciągnięte mniej więcej 45 cm.
Atak na Żebra. Aj! W miarę, jak w Twoim brzuchu robi się coraz ciaśniej, możesz czuć, jak palce od stóp i łokcie Twojego dziecka wbijają Ci się w żebra. Zgadywanie, jaka część ciała wbija Ci się klinem pod klatkę piersiową nie jest już takie zabawne. Spróbuj położyć się na boku lub zmieniać pozycję, aby nakłonić dziecko do zmiany pozycji.
Dwie lewe stopy. Twój zmieniony punkt ciężkości, w połączeniu z rozluźnionymi stawami, mogą sprawić, że obijasz się o meble i potykasz o własne stopy. Niewiele możesz na to poradzić, jedynie nosić płaskie obuwie i zwolnić tempo. 
Próba generalna. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, umów się na zwiedzanie szpitala, w którym zamierzasz rodzić. (Szpital będziemy zwiedzać w pierwszą sobotę lutego.) Jeśli uczęszczasz na zajęcia szkoły rodzenia organizowane przez szpital, takie zwiedzanie może być przewidziane w kursie, więc warto to sprawdzić. Takie zwiedzanie zazwyczaj pozwoli Ci zobaczyć salę porodową i poporodową, dowiesz się, jak wygląda procedura przyjęcia do szpitala, gdy zacznie się poród. Wiedząc z góry, do kogo zadzwonić i gdzie iść, unikniesz paniki w ostatniej chwili.
Tatusiowie. Wyznacz i przejedź do szpitala dwoma różnymi trasami. (Trasę już znamy bo jeździmy tam co tydzień do lekarza.) Takie wcześniejsze odrobienie zadania domowego pozwoli Ci zachować zimną krew. Jeśli w wielkim dniu napotkacie na nieprzewidziane opóźnienie, będziecie mieli w zapasie alternatywną drogę.
Szkolne dni. Zajęcia w szkole rodzenia powinny się rozpocząć mniej więcej w tym czasie. Na tych zajęciach omówione zostaną wszystkie etapy porodu, techniki radzenia sobie z bólem, leki i procedury stosowane w szpitalu. Bądź aktywną uczestniczką kursu - zadawaj wiele pytań i nie obawiaj się rozmawiać o swoich obawach i nadziejach. Nie zapomnij zabierać ze sobą partnera, aby mógł być tak dobrze przygotowany jak Ty, kiedy nadejdzie ten moment i aby był w stanie Cię w pełni wspierać. Nawet jeśli to nie jest Twoje pierwsze dziecko, rozważ możliwość zapisania się na kurs powtórkowy, aby odświeżyć swoją wiedzę.

czwartek, 6 stycznia 2011

Normalność

Przez ostatnie kilka dni pracuję więcej, ale za to mam naprawdę śmieszny plan dnia. Wstaję z Danem około siódmej, jemy śniadanie, Dan szykuje się do wyjścia na uniwersytet, a ja kładę się i odpalam mój komputer z pracy. Pracuję z krótkimi przerwami na toaletę no i skoro jestem na nogach to jakieś jedzenie. Około południa kiedy Dan wraca jemy razem obiad. Pracuję prze chwilę, ale za zwyczaj muszę przerwać na dwu lub trzygodzinną drzemkę. Po drzemce ponownie jedzenie i dalej praca na kilka godzin. Wieczorem czytam książki, serwuję w internecie, czasami oglądam telewizję, ale coraz rzadziej, bo mamy tylko pięć programów i tak naprawdę tylko niekiedy jest coś ciekawego. Czytam wszystko co "moje panie" w klubie internetowym piszą na temat ich ciąży z komplikacjami. Dodaje mi to dużo otuchy i nadziei. Wiem, że nie jestem sama, że jest wiele kobiet, które dzielą lub dzieliły mój los. Cieszę się ogromnie dla każdej, która po wielu komplikacjach rodzi zdrowe dzieci i płaczę z każdą, która straciła dzidziusia. Czytam wszystko co popadnie o etapach rozwoju dzidziusia i każdą statystykę. Cieszę się z każdego kolejnego dnia, który minął może pomalutku ale bez powikłań. Dzisiaj mija już 29 tydzień i 5 dni! 30 tydzień tuż tuż za rogiem... A czasami, tak właśnie jak teraz , za nic na świecie spać nie mogę. Przestałam już się "zmuszać". Nadgonię te kilka godzin snu obiadową drzemką.
29 tydzień ciąży
Mama: Coraz trudniej znaleźć Ci wygodną pozycję do spania. Duży brzuch i ucisk na żyłę główną zmusza Cię do wybierania lewego boku, co nie dla wszystkich kobiet jest wygodne.
Tata: Musisz cierpliwie znosić coraz większe wahania nastrojów Twojej partnerki - wykorzystaj ten czas jako doskonały trening przed zbliżającym się momentem narodzin i okresem połogu. Wtedy Twoja partnerka nie tylko będzie jeszcze mniej wyspana, ale dodatkowo będzie zamartwiać się, czy sprawdza się w roli matki.
Dziecko: Dziecko coraz bardziej przypomina wyglądem małego bobasa - jego skóra zaczyna przyjmować różowy odcień. Jego narządy wewnętrzne rozwijają się przez cały czas i przygotowują się na narodziny. Ilość miejsca, jakie dziecko ma do dyspozycji w macicy nieustannie się zmniejsza. Jego aktywność powoli zaczyna się ograniczać do kopnięć, napierania na ściany macicy i drobnych ruchów. Zwiększające się rozmiary mózgu sprawiają, że zaczyna on napierać ku przodowi, nadając główce dziecka jej właściwy kształt. Powstające w mózgu fałdy i połączenia międzynerwowe umożliwiają mu na tym etapie rozwoju na kontrolowanie oddychania i temperatury ciała. Oczy dziecka zaczynają się poruszać w oczodołach, co umożliwia mu coraz sprawniejsze obserwowanie otoczenia. Dziecko ma już 26 centymetrów i waży około 1,25 kilograma.

Tekst pobrany z www.dzidziol.pl