
Kiedy widzę naszego synka na monitorze przebiega przeze mnie dreszczyk radości. Wczoraj byliśmy na USG i widzieliśmy, że jest już ułożony główką w dół. Mały waży mniej więcej 2,3 kg. Poza tym ćwiczy oddychanie wdychając i wydychając płyn owodniowy. Wytykał nam wdzięcznie języczek i ssał własną piąstkę. Niesamowita jest technika, widzieliśmy nawet jego włoski, czy może precyzyjniej meszek na tyle główki. Ponownie maszyna pokazywała skurcze, których nie czułam. Trochę się już mniej przejmuję, bo chociaż technika jest z pewnością wspaniała, ale dużo zostawia do interpretacji. Termin był bezstresowy, wszystko wygląda nadal dobrze, więc wykorzystaliśmy z Danem okazję i skoro już byłam poza domem to wybraliśmy się na śniadanie do resturacji. Rozmawialiśmy ponownie o porodzie i jak każdy z nas sobie go wyobraża. Najchętniej urodziłabym Danielka w domu w wodzie. Niestety takich opcji nie ma w ogóle w żadnym szpitalu. Dan obawia się i chce żebyśmy koniecznie byli w szpitalu. Nie dziwię się mu po tym jak przeżył wszystko kiedy dostałam diagnozę niewydolności szyjki macicy. Pani doktór jednak powiedziała, że w momencie kiedy szwy zejdą, wszystkie restrykcje zostaną zniesione i przestanę być kwalifikowana do grupy ciąży z wysokim zagrożeniem.
Wczoraj Dan pojechał do pracy i wróci dopiero w niedzielę. Chris przyjechała wczoraj do mnie po pracy i spała tutaj. Dzisiaj przyjechała Susy, moja teściowa. Przywiozła ze sobą rzeczy do szydełkowania i będzie mnie uczyć. Na dodatek przywiozła przepiękną kołderkę dla Danielka, którą sama uszyła. Jest naprawdę przepiękna, z flanelką na jednej stronie i podszyta podobnym do kocyka materiałem na drugiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz